69 Światowy Dzień Trędowatych w Bychawie

Uczniowie Szkoły Podstawowej im. Polski Niepodległej w Bychawie po raz jedenasty zaangażowali się w organizację Światowego Dnia Trędowatych w bychawskiej parafii pw. Św. Jana Chrzciciela i św. Franciszka z Asyżu. Przygotowane grupy dzieci uczestniczyły w każdej niedzielnej mszy świętej w trakcie której, przekazywały wiadomości nawiązujące do Dnia Trędowatych.

Parafianie mogli wysłuchać informacji o ciągle istniejącym problemie trądu na świecie, o aktualnej liczbie chorych, regionów świata, gdzie występuje trąd, sposobów walki z chorobą, potrzeb w tym zakresie i o misjonarzach, którzy niosą bezpośrednią pomoc ludziom cierpiącym na tę straszna chorobę. Informacja przypominała też o celach i zadaniach Fundacji Polskiej Raoula Follereau, strategii walki z trądem na najbliższe lata, a także o zadaniach zrealizowanych przez Fundację w ostatnim czasie.

Po każdej mszy świętej uczniowie – wolontariusze prowadzili kwestę na rzecz ludzi dotkniętych trądem, co wymagało wytrwałości, bowiem tegoroczne warunki atmosferyczne w Dniu Trędowatych były wyjątkowo niesprzyjające śnieg, deszcz i niebywale silny wiatr. Dzieci mimo to, były zadowolone, uśmiechnięte i szczęśliwe, że mogły oddać cześć swojego czasu i serca dla tych, którzy cierpią z powodu trądu.

Realizacja Dnia Trędowatych w naszej parafii mogła odbyć się dzięki otwartemu sercu księdza proboszcza Andrzeja Kusia, a także szczególnemu zaangażowaniu księdza wikariusza Krzysztofa Pochwatki. Ksiądz katecheta zachęcił grupę ponad 30 uczniów z klas trzecich i czwartych do udziału w tym niezwykłym przedsięwzięciu. Talent organizatorski księdza i świetny kontakt z uczniami sprawiły, że przygotowanie dzieci do właściwego przekazu niełatwych treści tego szczególnego święta, poruszyło po raz kolejny serca bychawskich parafian. Wyrazem tego była wyjątkowa ofiarność w postaci obfitych datków w czasie kwesty.

To, że warto angażować się w pomoc ludziom cierpiącym, gdzieś daleko na innych kontentych, potwierdza krótka, niespodziewana rozmowa z siostrą misjonarką, która dwanaście lat pracowała w Kamerunie na misjach, między innymi zetknęła się z trędowatymi. Opowiadała, o tym, że kiedy miała opatrywać rany trędowatego mężczyzny nie miała, żadnych środków opatrunkowych. Posłużyła się własnymi prześcieradłami, drąc je na pasy, które miały udawać bandaż. Kiedy rano zajrzała do owego mężczyzny z opatrunków i cuchnących ran niewiele zostało. Szczury zajęły się wszystkim.

Ta drastyczna wzmianka, przekonuje, o tym by przynajmniej raz w roku wspierać misjonarzy w ich dziele pomocy dla niechcianych ludzi.

S.W.

Komentarze są wyłączone.